wtorek, 20 listopada 2012

Drżące ciało




    



Schiele & Beksiński




   




Szaleństwo







i epoka histerii - fin de siècle. 
Schiele - wiadomo. Ekstrema podyktowana ambicją, konkurencją, czasem i przynależną mu estetyką. Poza tym narcyzm, jaki wypala w zasadzie zawsze. Choleryczny, kompulsywny, obsesyjny by nie rzec - śmiercionośny w swym zapale wybebeszania i deformowania rzeczywistości. Poszukiwacz. Zniekształcał również siebie, gdy studiował zdjęcia chorych psychicznie pacjentów szpitala Salpêtrière wykonane przez dr Jean-Martin Charcot, jakie ten rozpowszechniał w ramach wizualnego słownika chorób. Odchudzał się, głodził, niszczył a potem malował nagie autoportrety, kościste ciała, masturbował. Odzwierciedlał intensywność z jaką pożerał najbardziej intymne emocje. Cierpiał. Chorował.
Erotyka jest kwintesencją życia, pornografia - pustki a zarazem agresji i nienawiści do siebie. Tym ostatnim jest również anoreksja. Chęcią nieistnienia. Czy tego szukał Schiele, tchnienia życia pośród wszystkiego, co zniekształcał, czemu się przeciwstawiał, czym się fascynował i w końcu - czym wewnętrznie był? 
















Zdzisław Beksiński, obraz oraz fotografie lata 50-te






Schiele detale



Myślałam o tym alternatywnie w nastroju jesiennych upadków, zainspirowana ostatnią wycieczką po galerii Dmochowskiego i o tym, że być może dla Schiele Beksiński mógłby okazać się ideałem w dążeniu do tego, czego zapewne nie udało mu się uchwycić z uwagi na kulturę, świadomość, w ogóle przedwczesną śmierć choć tak doskonale to przeczuwał. No ale tym właśnie karmi się sztuka - napięciem.Tym był Schiele. Stale nie mam pewności czy tym był również Beksiński... Ale pomyślałam dalej, że mógłby powstrzymać Schiele, widząc dokąd zmierza i wiedząc, że tam, nie ma już NIC.








Zdzisław Beksiński obrazy z lat 1984-1994


2 komentarze:

Mantykora pisze...

czytam teraz "beksińscy- portret podwójny"- trudno się oderwać
i nie wiem, czy starszy zdzisław doszedł do takiej szczerości młodego Schiele'go
znalazłam się przypadkowo na tym blogu- nie mam zwyczaju się dopisywać ale podoba mi się ten wątek
hej
basja@gmail.com

stage pisze...

Tak. Od tygodnia na półce wśród innych gorących premier lutego. Niestety przegrało w kolejności z Obłokobujaniem Patti Smith :) Beksiński sztuką kompensował swój obsesyjny lęk przed śmiercią. W wielkiej ciszy. W zamknięciu. I odnoszę wrażenie, ze nigdy nie nawiązał dialogu z żadnym ze swoich dzieł. To może czynić go więc bardziej estetą (autorem pewnej estetyki) niż artystą za jakiego postrzegamy Schiele. Ale to pewnie się okaże po lekturze... Dziękuję i pozdrawiam.

Prześlij komentarz