sobota, 16 czerwca 2012

Stylowe kino







Zacznę nowy cykl. 
Kilka retrospekcji filmowych w ostatnim czasie, kilka tematów jakie nasunęły ciekawe zbiegi okoliczności zainspirowało mnie do krótkich fleszy z planów moim zdaniem  filmów wyjątkowych. Takich, co długo jeszcze smakują po tym, jak się je pochłania w trakcie projekcji wszystkimi niemal zmysłami by potem powrócić w ich klimat, choć ostatnio coraz bardziej z sentymentu nie tyle za samym filmem, co za kinem z duszą w ogóle, za fabułą i stylem. 

Rozpoczynam od Gwyneth Paltrow, kolejnym zdjęciem z planu francuskiej fotografki Brigitte Lacombe, jakie mnie po części do tego wątku zainspirowało...



szykiem






sztuką







smakami życia










 czyli: Italia, lata 50te 





 & Utalentowany Pan Ripley






Piękno, niestety bez tożsamości, ale za to jaki film?!








poniedziałek, 11 czerwca 2012

niedziela, 10 czerwca 2012

Na Czerwonej Liście


Szukałam dziś starych zdjęć Mme  Deneuve a odkryłam to:





Gloria (pregnant) living in abandoned trailer, 
Larry Towell, San Salvador City Dump, Soyapango, 1991




Nie znam historii tej fotografii, żadnych informacji dodatkowych na razie nie znalazłam, ale przekaz jest wystarczająco czytelny. Poza tym, data wskazuje na końcówkę trwającej tam od l. 70-tych wojny domowej. Czy to stąd van Eyck i dzieło poświęcone ofierze, odkupieniu?
Zaintrygowały mnie jego śpiewające AniołyStanowią fragment poliptyku Gandawskiego, do którego nawiązywałam tu.  
gloria w San Salvador i "gotyk". A może nie mająca nic wspólnego z wojną groteska?


Krytyka religii uwalnia człowieka od złudzeń po to, by myślał, aby obracał się dookoła samego siebie a więc dookoła swego rzeczywistego słońca. Religia jest jedynie urojonym słońcem, które dopóty obraca się dookoła człowieka, dopóki człowiek nie obraca się wokół samego siebie. 

- Erich Fromm, [paradoksy naszej] Ucieczki od wolności












The Red List Larry Towell 



piątek, 8 czerwca 2012

1988




& Brigitte Lacombe



Wilanów. Compendium Ferculorum



Praktyczną stroną ostatniej wizyty były na pewno książki i te z pełną odpowiedzialnością mogę polecić miłośnikom nie tylko rodzimych dóbr ale lokalnych rzemiosł czy cennych ruchomości, dla których kolekcjonerską pasję takie miejsca z pewnością są w stanie jeśli nie wyzwolić to na pewno podsycić. Tę kulinarną też, zwłaszcza jeśli chodzi o staropolską kuchnię Stanisława Czarneckiego, którego zbiór przepisów, Compendium Ferculorum, wydany w 1682 r. uznawany jest za pierwszą książkę kucharską. Absolutnie niepraktyczna rzecz z uwagi na niedostępne lub w większości mało dziś popularne składniki czy abstrakcyjne proporcje. Wszystko pretenduje raczej do kategorii kulturowej czy lingwistycznej ciekawostki niż jakiegokolwiek poradnika. Skądinąd doczytałam, że i na dworach magnackich spożywali słodkie, smażone bzy (coś dla Carol). 
Książka ładnie bardzo wydana ozdobi kuchnię każdego hedonisty a dla tych bardziej zaawansowanych w sztuce kulinariów wydano "tłumaczenie" oryginalnych przepisów i  względne odniesienie do realiówSekrety kuchmistrzowskie Stanisława Czernieckiego. Dopatrzywszy się udźców jagnięcych, smalcu i kopy jaj w przepisach prawdę mówiąc mnie się odechciało no ale wiem, że nadal jest wielu  fanów staropolskiej kuchni, których kilka innych ciężkostrawnych słów z tej książki powinno wyłącznie rozochocić.