To nie przypadek, że i tegoroczną Galę Metropolitan Museum zainspirował Orient. Tym razem jednak Chiny - ich wpływ na europejską oraz światową modę, sztukę, wyobraźnię na przełomie wieków i show: China: Through the Looking Glass. A obok detali Yves Saint Laurenta i chińskiej sztuki, przywodzący ducha modernizmu i kreacji Paula Poiret, Alexander Mcqueen i Bee Shaffer ~ gałązka wiśni i mandżurski symbol szczęścia zarówno w Japonii, jak i w Chinach ~ żurawie.
Stella Tennant i Tim Walker to jedni z prelegentów kwietniowego Festiwalu Vogue 2015 w Londynie, jaki już po raz drugi odbywa się we współpracy z domem towarowym Harrods. Obok nich takie nazwiska, jak Jean Paul Gaultier, Christian Louboutin, Erdem, Charlotte Olympia Moralioglu czy John Galliano. Poza tym pisarze, redaktorzy, fotografowie, styliści i dużo szumu, więc wracam wspomnieniem na wieś. Do Chatsworth House w Derbyshire, skąd wywodzą się arystokratyczne geny Stelli Tennant, jednej z topowych modelek lat 90., ulubionych zresztą do dziś przez m.in. Karla Lagerfelda czy Burberry, z uwagi na swoje szkockie korzenie chociażby.
Stella Tennant ze swoją nieżyjąca już babcią
~ Deborah Vivien Cavendish, Księżną Devonshire
To nie jest odbicie, lecz osobliwa parafraza pewnej medycznej dolegliwości, której nazwę zaczerpnięto od Filipa III, króla Hiszpanii i Portugalii, a na głowie jakiego kryza spoczywa w sposób, który na męskim przyrodzeniu stan kwalifikuje posiadacza do operacji, jak mnie uświadamia Tourmedica i google.de po tej tytułowej frazie.
Natychmiast zdarzenie przywodzi mi na myśl pewien fiński paradokument sprzed lat o eko życiu, jakiego tytułu nie pomnę. I scenę, ze starszą kobietą, której długie i siwe włosy rozczesuje wnuczka. Trochę laloba, a trochę szamanka wpisana w skandynawską głuszę, siedzi godnie nad taflą jeziora i w retrospekcjach wspomina swoje ... operacje plastyczne. Statyczne ujęcia, komentarz co, skąd i gdzie przeszczepiała, i nagle zoom na policzki: Tu przeszczepiłam skórę z pośladków - ciągnie. A teraz śmieję się, jak pomyślę, w co tak naprawdę mnie całują...
Prerafaelici i glam rock.Co wspólnego ma Jimmy Page z Morrisem? Poza całym Arts&Crafts i namiętnością jaką darzy wiktoriańską architekturę, a jakiej Jimmy nigdy nie krył, kolekcjonując domy od Edwina Lutyens'a po Williama Burgesa, były dwa gobeliny z serii sześciu, jaką William Knox D'Arcy w 1890 r. zamówił u Morris&Co. do swojej jadalni w Stanmore Hall. "Historię poszukiwań Graala" zaprojektował sam Edward Burne-Jones, a te, które w 1978 r. nabył muzyk - "The Arming and Departure of the Knights" oraz "The Attainment or The Achievement of the Grail" - uczyniły go raptem trzecim w historii gobelinów właścicielem. Obydwie tapiserie Page udostępnił w ramach niegdysiejszej wystawy: Prerafaelici. Wiktoriańska awangardaw Tate po tym, jak kilka lat wcześniej drugi z detali trafił na aukcję Sotheby's, a nie osiągnąwszy zaplanowanej ceny (1mln £), powrócił z powrotem do kolekcji Page'a.
Whole lotta love
1963 do 2014 - od malarstwa do muzyki
The Arming and Departure of the Knights of the Round Table and the Quest for the Holy Grail
Edward Coley Burne-Jones 1890–94
"Jestem pewny, że sam Morris uznawał je za arcydzieło"
- zachwycał się gobelinami Page
Anna Sui i kto jeszcze?
Nigel Waymouth i jego drukowane Chryzantemy
oraz Jess Down, Rufus Potts Dawson oraz Amanda Lear w 1967 r.
Najpierw Peter Grant opuszcza swój dom, Horselungs Manor i udaje się luksusowym Pierce-Arrow rocznik 1928 w kierunku posiadłości Hammerwood Park, która to od 1973 r. stanowiła własność Led Zeppelin. Rodzinny John Paul Jones czyta w tym czasie swoim dzieciakom baśń o Jasiu i magicznej fasoli, a Robert Plant relaksuje się na swojej walijskiej farmie Jennings wraz z żoną Maureen oraz dziećmi: Karac i Carmen nim - wedle fantazji scenariusza - uosobi ideał rycerza i w poszukiwaniu Świętego Graala uda się wzgórzami Walii do Raglan Castle w atmosferze Song Remains the Same. Gdzieś między kadrami, skromny posłaniec przenika zwinnie powojem dróg wiejskich i dróżek, niosąc wieść o niedalekiej trasie.Dotrze ona również do Sussex, gdzie w sąsiedztwie XVI-wiecznego dworu Plumpton, który pamięta czasy Elżbiety I, a potem duetu Lutyens&Jekyll, w październikowej palecie krajobrazu i egzotycznej poświacie, człowiek nad jeziorem kręci coś na korbowej lirze. To Atumn Lake i Jimmy Page. Nabył tę posiadłość w 1972 r. i wspomni ją w niedawnym dokumencie "It Might Get Loud". W ogóle Page jest całkiem niezłym kolekcjonerem kultowych miejsc. Oprócz wspomnianego, który odsprzeda 10 lat później, do dziś mieszka w znanym z powyższej spółki Arts& Crafts - Deanery Garden, jakie powstało dla założyciela magazynu "Country Life" Edwarda Hudsona. W czasie kręcenia filmu posiadał jeszcze Boleskine House, główną rezydencję okultysty Aleister'a Crowley'a oraz zaprojektowany i stworzony przez Williama Burgesa neogotycki The Tower House w Londynie. Ten ostatni zresztą posiada do dziś, z prerafaelicką pasją poświęcając się rekonstrukcji wystroju i być może kiedyś wszystko to ujrzą oczy publiki. Jest jeszcze Old Hyde Farm w Worcestershire, ale ta już należy do Bonza - perkusisty Johna Bohnama, którą orze, zasiewa i remontuje. Tak: szamani rock'a i ich country life.
W ogóle jest rok 1973. Powstaje film koncertowy - zapis 3 dni i nocy feat. rock band Led Zeppelin. Z hotelowej skrytki Drake Hotel ginie 203 tys.$ podczas amerykańskiej trasy i występów w Madison Square Garden w NY. Pieniądze się nigdy nie odnajdą. Ale kogo to dziś obchodzi...
Ten utwór nie brzmi już tak samo
To będzie dziwna koincydencja. Inna. Jak bohater, którego już nie ma. Egzotyczne muszle, Marrakesz i gitara Page'a w nieświadomej zapowiedzi nowego albumu. "Raising Sand", "Big Log", "Ship of Fools" playlista w drodze. New Orleans Jazz Festival, Glastonbury 2014 i film Song Remains the Same w domu (niestety). I tak oto atmosferą libertyńskiej biesiady i muzycznej alchemii, z manierystycznym wdziękiem samotnego kawalerzysty, gdyby akurat portretował go Metsu, Rembrandt czy może nawet sam Sir van Dyck, tym razem to właśnie Robert Plant wplata mi się w zapowiedź jak zawsze barokowej jesieni. Ta kołysanka paradoksalnie nie usypia, lecz pobudza, jak każda dobra muzyka, która w inności dostrzega swoją szansę. Jak tytuł: "lullaby and… The Ceaseless Roar".
Co jeszcze?
Enigmatyczny plener, w którym pewne są tylko brunatnozielone wzgórza, kamienny cios i korona samotnych ruin wbita w zwieńczenie odległego klifu. Szkielet wiatru. Pustka i atawistyczna tęsknota. Uświadamiam sobie, że to cienie, do cholery, a nie życie. No, ale taka jest właśnie jesień, a ja jestem już daleko od barw Medyny.
A może ten nowy album jest już moim końcem? (...) Tej żądzy podróżowania i całej tej wspaniałej karuzeli na jakiej byłem. To jak kalejdoskop: trzymasz go pod światło, obracasz a kolorowe kawałki spadając, układają się w różne wzory, ale ta płyta jest inna. Jest dopełnieniem tych wszystkich bitów od Soniego House'a do Roniego Size'a aż po Gambię
i wydaje się zawierać w sobie jakiś rodzaj ostateczności.
- Robert Plant
Czego posłuchamy?
Packwood House, National Trust - orzechowe krzesłonależące do króla Jerzego I
Chapeau bas ze strony PL w 2:15 minucie, miłe!
Tęczą do nieba
(...)
Właśnie sięgam gwiazd
Na niebie ponad
Przyniosę do domu ich piękno
Kolory mojej miłości
I będę twoją tęczą
Kiedy burza twoja minie
Przyniosę ci piosenkę
I stale śpiewać ją będę
Miłość wystarczy
Chociaż świat będzie wiatrem
Słowa głosu nie mają, oprócz skarg
Moje ręce nie zadrżą, moje stopy się nie zachwieją
Tam, gdzie dotyk pustyni powstrzymuje mocne uderzenie wiatru znad Atlantyku, na granicy dwóch kultur, od czasów francuskiego protektoratu pojawiła się mekka poszukiwaczy światła i barw, wolności i przygód, inspiracji i miłości zapisanej w zapachu palonej ambry, różanej herbaty i imbiru. Maroko - brama Afryki. U podnóża gór Atlasu, tu, w tle odwiedzin zawsze rzucają się plamy ostrych kolorów Matissa, drżą impresje Johna Singer Sargenta, a z innej strony dostojnie spogląda na nas Lisa Fonssagrives - miłość Irvinga Penna, choć to jeden z wielu tematów, jakie fotograf podejmował podczas podróży do Marrakeszu. Uwodzicielski urok miasta rzucił na kolana wielu, by wymienić Josephin Baker, Winstona Churchilla, Georg'a Orwella, Briana Jonesa, Marelle i Gianiego Agnellich ... aż w końcu odkryje go i uczyni z niego swój drugi dom - Yves St. Laurent wraz ze swoim partnerem, Pierre'em Bergé.
Villa Oasis - dom YSL i Pierre'a Bergé, Marrakesz
Kto jeszcze?
Miłośćdo Marrakeszu Marisy Berenson, która odnalazła tu swoje miejsce
i moja miłość do wzorów
Valentino i w detalach:
George Spencer Watson oraz Jean-Léon Gérôme
FullofLove
Z kolekcji miłości
"bo celem jest piękno"
Miłość wielka, miłość szalona.
Pasja ~ kreacja ~ manifestacja. Radosna i twórcza natura St. Laurenta utrwalona w listach i kartach z życzeniami dla bliskich i klientów na każdy rok, w przyporządkowanej mu stylistyce, estetycznym kanonom, które różniło wszystko, a łączyło jedno słowo: "Love". Bo, jak mawiał Yves, miłość to inspiracja i uczta dla umysłu oraz serca. W końcu to dzięki niej wzniósł się na "szczyt swojej własnej kreatywności i twórczego spełnienia" i dzięki niej, choć z bólem, wycofał ze świata mody w chwili, gdy coraz bardziej zaczął w niego wkraczać biznes i handlowcy.
Dla St. Laurenta, który dorastał w Oran w Algierii, Maroko było sygnałem powrotu do korzeni i pierwotnej natury Afryki, zarówno w pracy jak i w kolekcjonerskiej pasji. Poza tym, wolny od tłumów Marrakesz dał mu upragnioną anonimowość, przestrzeń i twórczą wolność. Tu - podobnie jak niegdyś w Tangerze Matisse - poszukiwał natchnienia, rozpoczynając dialog z "kobietą nowoczesną", jak sam powie o swojej Afrykańskiej Kolekcji z 1967 r., którą stworzy już pod wpływem Maroka. Lecz zanim na dobre ogarnie go dzięki inspiracji światłem i kolorami Marrakeszu "zuchwały jego mix i żar pomysłów" i zanim dotrze do oazy Mojorelle, gdzie spod presji kolejnych kolekcji leczyć się będzie z uzależnienia od alkoholu i narkotyków, wraz z Bergé nabędą w Medynie swój pierwszy dom - Dar El-Hansh, zwany domem węża. Potem będzie drugi - Dar es Saada, w którym spedzą 7 szczęśliwych lat, a jaki dziś stanowi luksusowy pensjonat o przemiłej nazwie "House of Luck".
fot. Ivan Terestchenko
Evoking Africa
Akustyka miłości
Zanim jednak to wszystko... w Paryżu umiera Jacques Majorelle, francuski malarz, który w Marrakeszu mieszkał do 1947 r. Miłość do tego miejsca, jaką zapałał wraz z chwilą przybycia tu niespełna 30 lat wcześniej, powiodła go w stronę gaju palmowego na obrzeżach Medyny, który zakupił by w latach 30-tych postawić tam wille inspirowaną marokańską tradycją i studio w stylu art deco, projektu Paula Sinoir. Kochając botanikę, stworzył tu z czasem nie tyle ogród, co żywe dzieło sztuki, założone wokół centralnego basenu z kolonią rzadkich roślin z całego świata: od palm, juk i kaktusów po jaśminy, datury, cyprysy i bugenwille. Jak w kompozycji swoich obrazów, kontrasty staną się podstawą wymiany gatunków między światłem a cieniem, wplatając w całość ścieżki, pergole, fontanny, ceramikę, a z czasem kolory. I to one, a w szczególności stworzona przez niego i zastrzeżona znakiem towarowym ultramaryna studia, zwana później "błękitem Majorelle" była "wołaniem Afryki", intensywnie, boleśnie wręcz, odbijając od soczystej zieleni otoczenia. W słońcu oczy doznają tutaj tego, czego język, żując płatki świeżego imbiru - profilaktycznie rzecz jasna, po wszystkim, czego się kosztuje w tutejszej kuchni - ożywczego pieczenia. Ta akustyka zmysłów jest prawdziwym dziełem, gdzie mozaiki Matissa mieszają się z naturą, a wieczór wplata w nie odgłosy dzikiej fauny i delikatny zapach cytrusów.
Sława ogrodu Jacques'a Majorelle z czasem przerosła jego malarstwo i niewątpliwą zasługą tego jest fakt, że w Marrakeszu pojawili się Yves i Pierre. Po wypadku w 1947 r. malarz na zawsze opuścił swoją oazę, którą wcześniej udostępnił publiczności. Pod koniec życia zmuszony sprzedać ogród, skazał go na powolny upadek, opuszczony, zaniedbany i bezimienny, wart drahmę za wstęp. Na dodatek plany zagospodarowania w latach 80-tych zakładały przeprojektowanie go na hotel i gdy Pierre oraz Yves zainspirowani opowieścią znajomego developera o oazie Majorelle dowiedzą się, że ma zniknąć, rozpoczną tak skuteczne lobbowanie urzędników, iż w końcu nabędą ją z rokiem 1980.
W niebieskozielonym ogrodzie ziemskich rozkoszy...
"kwiaty" są kaftanem kiełkującym w morelowy aksamit,
róż bugenwilli lub pawi turkus -Suzy Menkeso inspiracjach YSL
Zarówno ogród, jak i wnętrza budynków zostaną w całości odrestaurowane i od tego czasu zwać się będą Willą Oasis, ogrody zaś - na cześć twórcy - Majorelle. Orientalny smak wnętrz willi to zasługa Billa Willisa, niezwykle wpływowego w latach 70 i 80-tych dekoratora i projektanta z Tangeru, popularnego w kręgach zamożnej arystokracji i socjety o podobnym stylu, by wymienić Rothchildów, Gettych i Angellich. Był to drugi po Dar es Saada odnowiony i urządzony przez niego dom dla Lurenta i Bergé, w którym tradycję Islamu zmiksował z XIX-wiecznym i nieco młodszym orientem.
Willa Oasis, Sypialnia Bergé i biblioteczka zdjęcia wszystkich wnętrz Oberto Gili The WSJ
Berberyjka, Jacques Majorelle
Bliskie ich sercu Majorelle stanie się ostatnim przystankiem Afryki, jaki dzielić będą z Paryżem aż do śmieci Saint Laurenta w 2008 r., którego prochy spoczną w różanym ogrodzie Villi Oasis. Wzniesiony w tym miejscu relikt rzymskiej kolumny przywieziony z Tangeru, upamiętnia inskrypcją drogę artystów, którzy stale żyją... w niebieskozielonym ogrodzie ziemskich rozkoszy.
Ogromny splendor, którego harmonię zaaranżowałem... Ten ogród jest zadaniem wielkiej wagi, któremu oddaję się w całości. To zabierze mi ostatnie lata aż upadnę wyczerpany pod jego gałęziami po tym,jak oddałem mu całą swoją miłość.
- Jacques Majorelle
-with love s.
więcej:
Robert Murphy, The Private World of Yves Saint Laurent & Pierre Berge