Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pokuta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pokuta. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 30 czerwca 2013

sobota, 28 stycznia 2012

Biżuteria wielofunkcyjna










Stara biżuteria bez wątpienia ma swój urok nie tylko z uwagi na kunszt i wyjątkowy charakter ale choćby nawet z tego powodu, iż jest zazwyczaj dobrą inwestycją. Nie wszystkie jednak akcesoria mogą być noszone w oryginalnej formie. Czasem decydują o tym względy techniczne, jak wszystko kiedyś się niszczy, gubi, zużywa albo traci urok czy zastosowanie tak, jak w oczywisty sposób znikają właściwe temu trendy. Stąd pomysł na jaki wpadł fotograf Eliane Fattal wraz z projektantem biżuterii, SJ Phillips'em na to, by odtworzyć zabytkowe cacka i wpasować w aktualny czas. Tak powstała kolekcja Metamorphosis zawierająca 20 unikatów, jakie stanowią innowacyjne opcje dla nowej biżuterii. Klejnoty mogą być demontowane lub łączone, stanowiąc niezwykle oryginalne a zarazem praktyczne komplety. Warto zatem przetrzepać babcine zakamarki, a nawet te rodziców jeszcze z lat 60tych czy 70tych, kiedy to powstawało wiele naprawdę ciekawych i oryginalnych detali.... ach myślę teraz o wspaniałym zaręczynowym pierścionku mojej Mamy z potężnym, zielonym agatem... Koronkowa robota splotów w srebrze, misterne plecionki w jakich jubiler osadził przepiękny kamień wielkości przepiórczego jajka... 


Tymczasem Eliane Fattal i opcje dla spinek i broszek.





Zestaw trzech diamentowych stokrotek został wykonany w 1880 r.  jako broszka, a jej właścicielka musiała nosić ją albo przypiętą do wstążki na szyi albo na klapie żakietu bądź we włosach. Starej funkcji nie straciła a ponadto stała się wyjątkową ozdobą dłoni









Pięcioramienny, diamentowy pierścień w kształcie gwiazdy pochodzi  z ok. 1860 r.
Magiczna praca projektanta pozwoliła go używać nie tylko na palcu, 
ale także jako spinkę do włosów czy broszkę





A do czego mnie wiedzie diamentowa spinka we włosach? 











Keira, filmowa Cecilia Tallis 
& Margot








Metamorphosis tu
pozostałe zdjęcia z kolekcji pochodzą stąd



czwartek, 16 czerwca 2011

Porcelanowy ogród










Co sprawia, że tak często powracam do aury opowieści z Pokutnego dworu, do jego wiosny zatrzymanej wśród tylu kwiatów nim scenariusz porwie je w meandry tragicznej fabuły? Jakaś uśpiona w kroplach poranka aluzja drży stale na zielonych liściach oddalonych w oknie parkowych drzew. Świeża. A może to dzieciństwo z przedwojennym ogrodem, który pamiętał jeszcze ręce ogrodnika nim zdziczał tak pięknie i malowniczo, mieszając zapachy jaśminów, konwalii i chińskich bzów? Z biegu gubiło się w nich cały swój rozsądek i cały nie swój wtedy jeszcze świat, jaki sypał się pod palcami prawie tak, jak wapienne tynki tam, gdzie nie oplotły ich róże. 








Jedwabna lekkość bytu i malarz ogrodów -
GRAHAM SANDERSON
























Graham Sanderson
Tapety i tkaniny od 1860 r.


Tapeta Porcelain Garden inspirowana projektami wczesnych, XIX-wiecznych, ręcznie malowanych, chińskich tapet z kwiatami piwonii i ptactwa w miękkich pastelach. Układ projektu tworzy szlak wzorowany na elementach zaczerpniętych z oryginalnych, chińskich obrazów.
oraz Magnolie i tkaniny: Sweet Bay oraz Grove Park Ecru z pojedynczymi kwiatami i ogrodowym pawilonem







Trudno mi się oderwać od tej stylistycznej analogii i wspomnień. Od onirycznej aury wnętrz pokojów Cecilii i Briony, scen z Lolą jak z przedwojennych pocztówek i malowanych ścian pełnych sekretów powierzanych w oknie wykusza z widokiem na powieść...
Skwierczące popołudnie. Kwiaty w pamiątkowej wazie, jedwabna bluzka, goście i list.







NASYCENIE












& jeszcze  Arum Lilies

Tak się składa, że ten materiał wyprodukowano w 1858 r. 
i obito nim siedzenia w domu Winstona Chulrchilla








niedziela, 15 sierpnia 2010

Pokutny dwór Stokesay Court


 



Powoli cofamy się w czasie. Mijamy Monk’s House i zaglądamy do Nymans, ale też tylko przelotem bo i opowieść nie o tem. Tu się tylko nastroimy wiktoriańskim klimatem, nim Jane dopiecze dla nas swoją szarlotkę i ruszamy dalej. Przedsmak stylu już był a zdarzyło się to w "Pokucie" i to świetna okazja by wątek pociągnąć dalej. Nie o biel klifów mi chodzi a o Stokesay Court.Tam bowiem, na rozległych terenach falistego South Shropshire, późno-wiktoriański dwór staje się miejscem gdzie nasi kochankowie toczą flirty nim fabula wyjdzie poza jego mury i rozkręci się na dobre, wiodąc szklanym okiem i zamysłem reżysera ku podnóżom kredowych wzgórz. Warto przy tej okazji wspomnieć o niezwykłym incydencie. Cała bowiem produkcja i ekipa filmowa Joe Wright’a, weszła w obiekt krótko mówiąc „martwy”. Scenografka, Sarah Greenwood, wypatrzyła go w jakimś kolorowym magazynie wnętrzarskim w czasie gdy jego dozorczyni Ms. Magnus  „głośno”marzyła o tym jak dom jej przodków staje się żywym muzeum dzięki telewizyjno-filmowym produkcjom (a przez to inwestycjom, rzecz jasna). Jej marzenia spełniły się kilka lat potem i dwór na kilka tygodni stał się żywą scenografią. Wnętrza do okoliczności filmu, tj. 1935 r., zespół Greenwood przygotowywał siedem tygodni, w koszty wrzucając przede wszystkim restauracje słynnych dębowych paneli z holu centralnego, galerii i holu wejściowego, mebli, stolarek ... Przywrócony do życia na poczet filmu i akcji dwór, można dziś podziwiać zwiedzając tropem „pokutników” i cofając aż do początków założenia, czyli małego kamiennego domu z połowy XIX w. jaki przedsiębiorczy John Derby-Allcroft powierzył po jego nabyciu nowoczesności. I tu wkracza Ms. Magnus, przewodniczka i opiekunka posiadłości, jakiej misja i pasja miejscem z przeszłości już wymiecionym sprowadza ją na powrót, utrwalając w wizytach fanów stop-klatki i historii. Och! Życzyć sobie tylko takich „inwestorów” (i takiej reklamy). To wręcz niesłychane jakim budżetem operują zachodnie produkcje, jaką świadomością i poświęceniem dla odtworzenia detali powieści i w końcu biznesowym instynktem. Dla naszego rodzimego rynku, nieruchomości historycznych zwłaszcza, to zupełnie inna czasoprzestrzeń by nie rzec - rodzaj gwiezdnych wojen, więc damit schluss i lecimy dalej.







































Ms. Magnus, inicjatorka zagospodarowania nieruchomości a zarazem
jej przewodniczka






Zdjęcia wnętrz pochodzą z The Other ‘Atonement’ Love Story 


Klify Siedmiu Sióstr








Zanim dojedziemy do Monk’s House, odbijemy trochę na południe, w stronę Brighton i Eastbourne, do Krainy Siedmiu Sióstr i to z kilku co najmniej powodów. Po pierwsze białe, kredowe klify to bez wątpienia wizytówka Hrabstwa Sussex, zjawisko i masa paleontologicznych ciekawostek. Poza tym od lat przyciągają one moją uwagę od kiedy to very intensive life wykluczył na czas jakiś zieleń z mego życia. Może zatem coś w tym jest, jak mawiają Anglicy urywając się w tę zielono-białą oazę: 'to get away from it all'.
No więc już powody są dwa. Następny to główna przyczyna dzisiejszej wizyto-dygresji: Joe Wright, który wysłał w końcowych scenach filmu swoich bohaterów dając im spełnienie, którego nie dało życie. Czy tak wyobrażał sobie to miejsce Ian McEwan, autor powieści „Pokuta”, tego już nie wiem. Faktem jest, że to właśnie tu, filmowa Cecilia Tallis (Keira Knightley) i Robbie Turner (James McAvoy) spotykają się by dopełnić miłości, po tym jak wyobraźnia młodszej siostry Cecili, Briony, uczyni z Robbiego sprawcę przestępstwa, za jakie ich historia znajdzie tragiczny finał po latach. I tak w swojej alternatywnej opowieści, jaką dorosła już Briony wysnuła w poczuciu winy i niejako w pokucie, Cecille spotyka w trakcie wojny Robbiego i wręcza mu kartkę pocztową z widokiem chatki na wschodnim wybrzeżu Anglii. Spotykają się w Seaford Head z widokiem na zachód, na jedną z Siedmiu Sióstr.
Sceneria urzeka. Faliste linie jakby uciętych w pionie skalnych ścian tworzą siedem wzgórz, choć de facto jest ich osiem i każde ma swoja nazwę. Niestety od lat miejsce to jest także mekką samobójców. Każdy kraj ma ponoć takie miejsce i czytałam całkiem niedawno o łowcy samobójców, pewnym staruszku z Australii, jaki poświęcił życie ratowaniu „rozbitków” w australijskim przylądku śmierci zwanym ”The Gap”. Tu, w Sussex ich ulubionym jest Beachy Head, gdzie klif wznosi się na najwyższą na tym odcinku wybrzeża wysokość 164 m.
Ech, miało być miło zrobiło się mrocznie. Historie się zazębiają, cóż. Opowieści płyną, przepływają jak rzeka. Spoglądam w stronę Monk’s Hous, gdzie Virginia w oknie dopala papierosa. Może damy jej spokój.... i jeszcze ta metafora z rzeką.





W stronę Seaford Head...