Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dualizm. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dualizm. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 1 listopada 2012

DUALIZM










Rozpadam się
Odrywam maski od spękanej twarzy
Ze strzępów sklejam święte paradoksy
Tworzę siebie od nowa

SKIN 




niedziela, 15 maja 2011

Tam w lustrze to niestety Ona.




Franz von Stuck, Grzech



Zagadałam się z M. na temat animy. W zasadzie rozgadałam, bo oto kolejny miesiąc poświęcam jej z rozmysłem zerkając w to 'drugie' lustro. Patrze jak w majestacie cętek buja zmysłowo ciałem w centrum jakiegoś kręgu odcięta jednakże od swej ofiary, odgrodzona oniryczną plazmą. To dziwne, że nie pomyślałam o Salome. Tej, która nie cofa się przed niczym, a zarazem tej, która opiera się wszystkiemu, co uosabia 'cnota'. I w zasadzie co to takiego? Ona tak cielesna, tak piękna, potężna miażdży ją, rani, zabija. Jakby stwórczym aktem powołana w sprzeciwie wobec nadmiaru transcendencji, przypominając o tym, z czego powstała a czasem nawet, że droga do gwiazd prowadzi przez zmysły lub, że czasem zbawiamy się przez piekło ale mamy na to przyzwolenie 'niebos i ziemi' na czas określony.
Powołana z potrzeby oczywistych ucieleśnień nie wypierając się siebie, kobieta zła. Kobieta fenomenalna. Niebezpiecznie byłoby się zatracić w takiej kobiecie. Niebezpiecznie byłoby zatracić się w kimś takim w sobie. A mimo to jej taniec jest jak szlif, wyostrza i nadaje kształt ostateczny, nasyca energią, uintensywnia, podkreśla, tworzy niezbędny dla głębi kontrast aż w końcu triumfuje. I wszystko po to, by wyrwać z amorficzności, przebudzić dzięki ofierze, uaktywnić, wzmocnić, uświadomić. W tańcu... pożądając tego, co zabija.




& Salome



Zaczynam coraz bardziej odkrywać, że w tym poplątaniu i odbiciach pierwiastków kobiecych i męskich na płaszczyźnie wewnętrznej i zewnętrznej związki w takim pospolitym, społecznym rozumieniu odchodzą na drugi plan, stwierdza po dłuższym dialogu M. To trudniejsze i rządzi tym jakaś bezwzględna konieczność. Wszystkie te tragedie rozpadów, nowych miłości w zasadzie umożliwiają rozwój. Z jednej strony w modelu romantycznym – ta jedna jedyna odbija animę, ale z drugiej – anima się przekształca, potrzebuje innych odbić w świecie zewnętrznym. To samo z animusem. Czasem myślę, że życie to taka koniunkcja mostów. To dobra perspektywa – ponieważ pozwala w odpowiednim momencie oddawać, odpuszczać, przechodzić dalej, nie przetrzymywać niczego na siłę. Ale trzeba uważać – to nie są mosty do przebiegnięcia. Trzeba umieć się nimi zachwycać, nie do-celowo, ale tu-i-teraz. Każdy jest wyjątkowy.






Wilde chyba najpełniej ukazał ten dziwny związek chorego animusa i krwiożerczej animy, pochłaniajacej w myśl filozofii zła a zarazem darzącej miłością. I naturalnie taniec... U św. Marka Salome jest narzędziem swojej matki. U Oscara jest świadoma, niezależna, zdeterminowana, fatalna. Swoje pragnienia realizuje za wszelką cenę, 'po trupach', w ekstazie dualizmu całego fin de siécle.


Jest jak kobieta wschodząca znad grobu. Jak martwa kobieta.
Mogła stwarzać wrażenie jakby szukała martwych rzeczy

Salome, Oscar Wilde






BD Salome, w niemieckiej produkcji Wilde'a z 1906 r. 
na podstawie jego sztuki




  
Marchesa Luisa Casati





„Życie roi się od gwiazd, co niszczą oczy gnieżdżą się w lampie i w mózgu.
A to nie szyby z cukru ani koce. 
A to nie jest Królowa, co ma zmysł pieszczoty, 
i wypluwa na bruk w kałużę krwi."

- R. Wojaczek, Życie roi się od szyb





Inferno i ponownie Franz von Stuck






ARCHETYPY



Ewa, Lucas Cranach Starszy (fragment, Adama i Ewy), 1528








Virtus i Voluptas
- Cnota i Rozkosz

Madonna wśród skał, Leonardo da Vinci oraz  
Maria Magdalena, Francesco Bacchiacca





Lucas Cranach Starszy



Inicjacja. Salome - znów rozkosz i ciemna anima, Jan Chrzciciel – Zraniony (Ofiara).
Taniec. Gra. Oddziaływanie. Problem.








detale Alegorii Czasu i Miłości Angelo Bronzino




Animus. To częściowo śmiertelny, częściowo instynktowny, częściowo kulturowy element kobiecej psychiki, który w symbolice baśni i snów pojawia się jako syn, małżonek, obcy mężczyzna lub kochanek — stanowiący czasem zagrożenie, zależnie od stanu psychicznego kobiety w danym momencie. Ta psychiczna figura ma szczególną wartość, ponieważ jest obdarzona cechami, które w tradycyjnym procesie wychowania i socjalizacji są wykorzeniane z kobiety; jedną z ważniejszych jest agresja. Jeśli ów element przeciwnej płci jest zdrowy (...) To kocha kobietę, w której zamieszkuje. To wewnętrzna energia, która pomaga psychice osiągnąć wszystko, czego zapragnie. „Mężczyzna" dysponuje psychiczną „siłą mięśni", podczas gdy „kobieta" ma odmienne zdolności. On będzie pomagał i towarzyszył jej w dążeniu do świadomości. Dla wielu kobiet ten aspekt przeciwnej płci jest mostem łączącym wewnętrzny świat myśli i uczuć ze światem zewnętrznym. Im silniejszy, solidniejszy i szerszy jest animus (wyobraźmy go sobie jako most) tym sprawniej, z większą klasą i w bardziej konkretny sposób kobieta daje wyraz swoim ideałom i kreatywności w zewnętrznym świecie. Kobieta, której animus jest słabo rozwinięty, może mieć mnóstwo oryginalnych myśli i pomysłów, ale nie potrafi ich realizować w zewnętrznym świecie. Wprowadzane w czyn wspaniałe wizje pozostają w martwym punkcie.

-
Clarissa Pinkola Estes, Biegnąca z wilkami







LUSTRO I METAFORA DZIKOŚCI


W tradycyjnej wykładni chory animus, uległy, słaby, zawieszony, nieuświadomiony powinien przejawiać się w życiu realnym jako totalna niemoc i bezradność kobiety. I przeciwnie – silny Animus, rozwinięty – aż do opętania animusem [w wersji negatywnej] – jako postawa aktywna pewnej siebie kobiety. Taniec związku w związku, wtóruję M. z pełną świadomością życiowych odbić bez dosłowności pomimo ciała. To tylko jeden z wielu mostów i tylko jeden taniec. Po drugiej stronie Salome nadal tańczy ale już zajęta sobą.



Veruschka
Autoportrety




sobota, 7 maja 2011

Poza umysł




MYŚL JEST TYM, KIM NIE JESTEM.
NIEMYŚL JEST TYM KIM JESTEM.
ISTNIEJĘ POZA UMYSŁEM.



Zapisałam sobie ten senny news i wracam z nim kolejny raz do McQueen'a, bo im częściej to robię, tym bardziej doceniam jego geniusz. Wychodzi jednak na to, że ten rodzaj subtelnej wrażliwości jaka pojmowała metafory wszelkie z życiem związane, zasady dostępne jedynie na odpowiednim poziomie percepcji jest stale przedwczesna i urasta do form zbyt skomplikowanych by nie rzec, tajemnych, mrocznych fenomenów jakie zawsze czeka przedwczesna śmierć. Jakby świat stale nie był gotowy na FAKTY.
Symbole są podstawą każdego show, każdego teatru. Maski, kreacje, emocje, persony. Ludzie-lustra, bo życie to tylko gra. W tym McQueen z pewnością się wypowiedział i w tym dostrzegam wartość jego talentu bez uzurpacji dla jakiś wyimaginowanych hołdów, przylepek i dosłowności. Właśnie dlatego, że nie był hipokrytą.








To tylko Gra
wiosna/lato 2005







HOLOGRAFICZNY WSZECHŚWIAT


WSZECHŚWIAT PRZYPOMINA HOLOGRAM. PODOBNIE JAK HOLOGRAFIA POZWALA ZAPISAĆ TRÓJWYMIAROWY OBRAZ NA PLASTIKOWYM KAWAŁKU FILMU, NASZ NA POZÓR TRÓJWYMIAROWY WSZECHŚWIAT JEST CAŁKOWICIE RÓWNOWAŻONY POLOM KWANTOWYM I PRAWOM FIZYCZNYM "NAMALOWANYM" GDZIEŚ DALEKO NA ROZLEGŁEJ POWIERZCHNI.

- Jacob D. Bekenstein, Informacja o holograficznym wszechświecie, Świat Nauki, wrzesień 2003




 




HOLOGRAM KATE MOSS BYŁ FINAŁEM KOLEKCJI WIDOWS OF CULLODEN A ZARAZEM PRZYKŁADEM KOLEKCJI GŁĘBOKO AUTOBIOGRAFICZNEJ.  ODNOSIŁA SIĘ DO JAKOBICKICH POWSTAŃ JEDNOCZEŚNIE ODWOŁUJĄC DO DZIEDZICTWA MCQUEENA. TO, CO BYŁO NAJBARDZIEJ  INTERESUJĄCE DLA TEGO OSOBLIWEGO ZAKOŃCZENIA, NAWIĄZYWAŁO DO DZIEWIĘTNASTOWIECZNYCH PRAKTYK ZWANYCH “PEPPER’S GHOST", METAFIZYCZNEJ ILUZJI JAKĄ W 1862 R  STWORZYLI JOHN PEPPER I HENRY DIRCKS. ZA POMOCĄ DOSYĆ PROSTEJ SZTUCZKI Z UŻYCIEM SPOREJ TAFLI SZKŁA ORAZ ŚWIATŁA JAKIM OŚWIETLALI POD SCENĄ OSOBĘ PRZEBRANĄ ZA DUCHA, ZDOŁALI OSIĄGNĄĆ EFEKT POJAWIENIA SIĘ I ZNIKNIĘCIA ZJAWY PODCZAS MAGICZNEGO, TEATRALNEGO SHOW. TEN CIEKAWY TRIK ILUSTRUJE I WYJAŚNIA TAJEMNICZY PAN NA SWOIM PRZEFAJNYM BLOGU  ENTER MY MIND, A JA ZASTANAWIAM SIĘ, CZY TO WŁAŚNIE NIE BYŁ PROTOTYP PÓŹNIEJSZEGO HOLOGRAMU?
WRACAJĄC DO SAMEJ KATE, JEJ WYBÓR NASTĄPIŁ W CZASIE GDY NAJWIĘKSZE FIRMY  REZYGNOWAŁY ZE WSPÓŁPRACY Z NIĄ Z UWAGI NA KOKAINOWE SKANDALE, CO DLA MCQUEENA BYŁO ZAWSZE PRZEJAWEM HIPOKRYZJI (nie wiem czemu, myślę o Galliano.....) TAK WIĘC WYBÓR BYŁ NIEJAKO POLITYCZNY I UWARUNKOWANY JEGO SPRZECIWEM WOBEC ROMANTYCZNEGO WIZERUNKU SZKOCJI  JAKI WYMOWNIE ZAWSZE REPREZENTOWAŁ TARTAN CZY HAGGIS.  KIEDY ODWOŁYWAŁ SIĘ DO SWOJEJ SPUŚCIZNY  ROBIŁ TO ZAWSZE W ZWIĄZKU Z JEJ BURZLIWĄ, POLITYCZNĄ PRZESZŁOŚCIĄ I TE KONTRASTY WIDAĆ W CAŁEJ JEGO TWÓRCZOŚCI. 





EWOLUCJA - DEWOLUCJA








ATLANTYDA PLATONA TO PEŁNA A ZARAZEM OSTATNIA KOLEKCJA MCQUEENA STWORZONA PRZED JEGO ŚMIERCIĄ W LUTYM 2010 R. JAKA POWSTAŁA POD WPŁYWEM INSPIRACJI DARWINEM I JEGO DZIEŁEM O POWSTAWANIU GATUNKÓW. PRZEZ EPOKĘ LODOWCÓW, COFNIĘCIE DO PIERWOTNYCH AMORFICZNYCH FORM Z WODY, OPOWIEDZIAŁ O ROZWOJU I DEFORMACJI LUDZKICH ISTOT.
FILM JEST KOOPRODUKCJĄ MCQUEEN'A (REŻYSERIA)  I FOTOGRAFA  NICK'A KNIGHT'A.








 Atlantyda Platona
wiosna/lato 2010






DEWOLUCJA 
I MISTRZ WYOBRAŹNI







Żyjemy w świecie tak straszenie ograniczonym przez nasze myślokształty, że odwieczny spektakl światła i ciemności w jakim przejawiamy chcąc nie chcąc którąś z ról stał się jedynie celebracją biologii. To, co poza umysłem to WSZYSTKO. Wyobraźnia jest napędem każdego artysty, każdej kreatywnej jednostki i była też napędem McQueen'a. Świetnie połączył idee dualizmu i sprzeczności, balansując na granicach tych dwóch wymiarów, ostatecznie jednak wybierając ten drugi.  Kreacja - anihilacja. Kapitał. To wyobraźnia powinna stać się religią, wyznaniem osobistej Mocy, bo bez tego, żyje się tak jak się musi, a nie jak chce. Oto prawdziwa siła sztuki.


czwartek, 30 grudnia 2010

2011. Harmonia liczb.



 Pietro Falca, Plac Ridotto w Wenecji, 1750


Czas masek bauty i moretty tuż, tuż, choć niektórzy już ryzykują  w Boże Narodzenie by jednak zniknąć za chwilę i wtopić się za przypadkową latarnią w połę ciemnego płaszcza niewiadomej ulicy. "Nie oglądaj się teraz" powraca kadrami kilka scen z filmu ... i ten czerwony płaszczyk, brrr... Wracam na plac. Nim świat ożyje na nowo i na kolejną chwilę, Wenecja zasypia w mgłach i wilgoci. Zasnuwa się woalem ciszy jaka w domysłach składa fabuły za odspojoną farbą zamkniętych persjan.  W pałacach spokój. Pustka nawet w Café Florian ale i tu trójgraniasty kapelusz na barze zdradza, że to tylko scenografia i już za chwilę Włochy spłyną falą Spumante w impresji ostrych kolorów, a dźwięki zabaw uwolnią z iluzji 'Pomiędzy'. Cofnie się czas i odskoczy w teatr wyobraźni jak z onirycznych montaży a czasem nawet z obrazów samego mistrza Belliniego. No tak, ale nasze gotyckie niebo w paryskim błękicie zasypane gromadą gwiazd lśni na placu mimo wszystko. W uskrzydlonym złocie św. Marek heraldycznie wznosi się nad kanałem jako słońce miasta. Cóż, tylko ono musi wystarczyć nim twarz pokryję drogocennym makijażem z motyli i fantastycznych roślin by pomknąć w trans postaci niczym w commedia dell'arte.
Składam liczby na serwetce pierwszej połowy Nowego Roku i drugiej. 2-2.  Równowagę przyjmuje za siłę dominującą kolejnej daty a sumę za to, co zyskuje 'kształt', za to co mocne i odradza się w Ziemi. Mater Prima ze słońcem w zenicie. I oby działało.










Cafe Florian. Lunarnie jeszcze, sennie i cicho...









niedziela, 12 grudnia 2010

Gra





Tomek Sętowski, Pożegnanie dnia z nocą



Jesteśmy swoim własnym opowiadaniem, jak brzmi popularny slogan, osobistą opowieścią, o sobie narracją. Dzień i Noc, Niebo i Ziemia, Dobro i Zło. Wizjonerskie prawdy i podróż przez czas, przestrzeń, materie i umysł. W alchemicznym wzorze magiczna Zamiana podkreśla trwałość Wszechświata, gdzie wszystko zmierza pod patronatem Słońca do jedności, w złociste axis mundi. Sploty, związki, połączenia i liczba Dwa - nasze krosno dla rzeczywistości gdzie na biegunach osadzono jedną z Sił: Mężczyzna - Kobieta. Magnetyczny taniec, role, maski. 
A wewnętrzny Mag tłumaczy: Życie jest grą w jaką grasz. Znów spirale zakręca Iludere Wielka bez piór tym razem w tangu, ośmielając się prowadzić w stronę trzeciej drogi. Ale zanim... na dno prawdy trafia gdzie narrator i tłumacz w jednej osobie snuje owe spolaryzowane wątki. Kosmiczna Iluzja pojmuje siebie: No bo jak bez tego poradzić sobie z cieniem jaki daje światło? Z wiru szlachetnego pyłu wyłoniwszy się wtrąca znów Mag: Liczy się "C"-Środek. Graj, dodaje i znika.









piątek, 10 grudnia 2010

W stronę paradoksu



Tymczasem w landzie fantasy czas w różne strony płynie jak spaghetti, które z talerza pochłania Wielka Iludere, by potem garść kolorowych monet rozrzucić na czarno-białe posadzki i odbić w nich swą wieloznaczność. Skręca następnie w różnorodne spirale i umyka nago w tańcu, zostawiając za sobą wzór odbity w tkaninach świątecznego balu. Nie ma nic na niby, dodaje muskając kolorowym piórem na odchodne, nie ma też na serio. Przepływają przez lustra pary chwil, umykają w splotach przemienione pocałunki Słońca, jeden za drugim, bal za balem.
I choć czas przyspieszył ku środkowi już dawno, kilkakrotnie przesuwając atomowy zegar, w burzy zimowego dnia leniwie po niebie wloką się pierzaste impresje aż czerwone usta obłoków domkną ten dzień przed wieczorem. Spod brokatu szat grudniowej szopki wyciągnęłam marokański frędzel i dopięłam do klucza. W paryskim błękicie, oczywiście, na wszelki wypadek.








niedziela, 5 grudnia 2010

Dualizm






Tomek Sętowski, Magiczny dyptyk





Na Pańską już przywiało anioły. Sypnęło z nieba i są. Wstąpiłam po kilka zimowych herbat i nieznośnie poleciałam z nimi w stronę ratusza. To stamtąd wieje renesansowym chantem jak onegdaj w zamkowych podziemiach Sandomierza "Concerto altra voce", czy Shirley Rumsey w skrytych w wodospadach buganvilii atriach Sorrento. No ale wtedy było lato. Czas nastraja na świeckie jeszcze przyśpiewki i hulanki koniecznie w kamiennych sceneriach zaklętych czasem epok oraz sztuk wielkich i złotych, potem za maskami skrytych w rokokowych salonach. Tak będzie do czasu apogeum i tak będzie po czasie apogeum, a limit tego w sacrum jakie strzela w tyle odmian, że chyba trzeba przywołać antropologa.  Jakie czasy, takie sacrum, prawi, tyle magii ile miejsc. Okey,  więc by dalej się nie zapętlać w jakieś preferencje, skaczę już w fantazje ‘Senti’ czyli Sętowskiego świat i ogólnie surreal, bo to jego "Pragnienie Miłości" stało się dla mnie synonimem owej dziwnej pory Pomiędzy, gdy w szepcie zimowego spaceru razu pewnego odnalazłam je w gdańskiej galerii.
Dziwna pora. Demony mroku już odeszły, anioły dnia jeszcze się nie pojawiły, przywodząc pamięć słów Mistrza Fouquet i jego święty tryptyk Madame z Beaute. Zmierzch, jakby stale była 4.00 rano. Tylko Zegarmistrz Czasu na swoim miejscu oznajmia, że dualizmy jeszcze powrócą.



 


Tomek Sętowski, Pragnienie Miłości








Tomek Sętowski, Teatr Glob








Wydaje się, że dla tych światów częstotliwość jest wspólna:
Imaginarium Dr Parnassua Terry'ego Gilliam'a






oraz






Między piekłem a niebem w reżyserii Vincenta Ward'a







Tomek Sętowski, Oblężenie Babilonu





strona artysty: tu