Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bal. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bal. Pokaż wszystkie posty

sobota, 29 grudnia 2012

W stronę karnawału





  




Sala balowa Palazzo Papadopoli, Wenecja  
fot. Simon Watson, W Magazine 




 






 ...i zaproszenia na bal




piątek, 9 września 2011

Dolce vita







 

PALAZZO LABIA
Le Bal Oriental


Podtrzymując atmosferę pałacowych wnętrz, italskiej obfitości a nade wszystko  krótkiego urlopu, z ktorego powracam niechętnie, uciekam tym razem do Wenecji gdzie rzadko frywolne noce przemieniają się w legendarną uroczystość, ale te, które zdołają pokonać inne o dobę wkraczają już do królestwa mitów. Ten trwa od ponad 60 lat. Tylko jedna noc, 3 września 1951 w historycznym Palazzo Labia, w Wenecji i najbardziej fantastyczna maskarada osadzona w tradycji wielkich, XVIII- wiecznych bali maskowych godnych samego Casanovy. Wspaniała sprawa, być może nawet jedyne tego typu przyjęcie XX w., którego gospodarzem był milioner, kolekcjoner i dekorator wnętrz Don Carlos de Beistegui
Świetnie ubrany, wystylizowany, tajemniczy kawaler. Przez przyjaciół zwany "Charlie". Był potomkiem hiszpańsko-meksykańskiej rodziny, która osiedliła się we Francji a majątek zdobyła w meksykańskich kopalniach srebra, jakie odkryto na pocz. XIX w. Wykształcony w Anglii, Carlos spędził lata w Hiszpanii, Francji oraz na Wyspach, ale nigdy nie mieszkał w Meksyku choć odwiedził go dwa razy w życiu. Kosmopolita i człowiek oddany pięknu. Esteta z francuskim smakiem, co z pewnością potwierdza jego całkowicie wówczas zelektryfikowany,  futurystyczny apartament zaprojektowany przez Le Corbusiera na dachu Champs Elysees czy późniejszy Château de Groussay, przykład ekstrawagancji, osobistych pragnień i architektonicznych szaleństw. 
Swoje kolekcjonerskie zamiłowanie oraz słabość do elegancji wielkich, angielskich wnętrz rozwinął przy zakupie weneckiego Palazzo Labia w 1948 r. A, że był naturalnie utalentowanym dekoratorem, śmiało można powiedzieć, że przywrócił go do dawnej świetności. Po restauracji wnętrz, w tym historycznych malowideł Giovanniego Battisty Tiepolo, kwiatów i detali wg. XVIII w. dokumentacji, pokoje i sale wypełnił antykami, gobelinami i meblami jakie skupywał od właścicieli sąsiednich palazzi, a jacy mieli zdecydowanie mniej szczęścia. Do celów odnowy ponoć odkupywał także freski: Rafaela, Annibale Carraciego i Guido Reni. Łącząc dzieła sztuki wykreował w ten sposób swój własny styl zwany le Goût Beistegui (styl Beistegui).







 




 Freski Tiepolo






Renowacja pałacu pomniejszyła konto Beistegui o 10 mln
a mimo to efekt nie spodobał sie wszytskim...
via The Peak of Chic

Zdjęcia wnętrz powyżej: Gianni Berengo-Gardin 
dla Świat wnętrz (The World of Interiors), kwiecień 1987 r.



Bal Beistegui


I to właśnie tu, 3 września 1951 r. miała miejsce jedna z największych po II wojnie maskarad, której był pomysłodawcą i organizatorem. Koniec oszczędzania, złote czasy wracają!, miały brzmieć jego intencje. Wedle przekazów, relacji świadków i archiwów jakie przetrwały, była to jedna z najbardziej luksusowych i spektakularnych imprez XX w., jaka do historii przeszła pod nazwą Le bal du Siècle (bal stulecia) po tym, jak dnia następnego odbiła się szerokim echem w światowej prasie.  
To tu swoją karierę zaczynał Pierre Cardin, który zaprojektował ok. 30 kostiumów dla członków "dolce vita". Christian Dior i Salvador Dalí stworzyli kreacje nawiązujące do historycznych, weneckich kostiumów a Cecil Beaton utrwalił surrealistyczne obrazy tej starannie destylowanej grupy w świecie naznaczonym przez elegancję i wyrafinowanie, przypominając niejako o życiu Wenecji bezpośrednio przed upadkiem Republiki. Zaproszenia zostały wysłane z sześciomiesięcznym wyprzedzeniem, tak aby wszyscy zdążyli przygotować stroje i dojechać do Wenecji. Lista gości była nie tyle uprzywilejowaniem dla potencjalnych świadków późniejszego wydarzenia, co rodzajem prestiżu i objęła światowe nazwiska ówczesnej arystokracji, elity świata sztuki, mody,  filmu... łącznie 1500 członków międzynarodowego Café Societe. Przywitani przez tłumy wiwatujących, dziennikarzy, obserwatorów i tych którzy mieli jeszcze nadzieję zdobyć zaproszenie, zapewne przypominali dzisiejszych entuzjastów świata celebrytów i gwiazd.




 Don Carlos de Beistegui
w stroju balowym, przebrany za weneckiego arystokratę



Goście

Barbara Hutton
Gene Tierney
Countess Jacqueline de Ribes
Sultan Muhammed Shah, Aga Khan III
Jacques Fath 
Lady Diana Cooper
Orson Welles
Daisy Fellowes
Gala Dalí
Baron de Chabrol
Desmond Guinness
Alexis von Rosenberg
Baron de Redé, Prince 
Arturo Lopez-Willshaw z żoną
Fulco di Verdura 
Winston Churchill
Deborah Cavendish, Księżna Devonshire 
Książe Edward i Księżna Windsoru (Wallis)
Księżna Natalia Pavlovna Paley
Księżna Gabrielle Arenberg
Hélène Rochas...

... i wielu, wielu innych









 Spotkanie Antoniusza i Kleopatry,  Giovanni Battista Tiepolo, 1746 - 1747
(Sala Balowa, detal)






Bez wątpienia gwiazdą wieczoru była sala balowa z imponującymi freskami Tiepolo i starożytnymi opowieściami o Antoniuszu i Kleopatrze jakie artysta przetransponował do barokowej Wenecji.
Jako, że Beistegui zadecydował, iż tematem imprezy będzie właśnie Antoniusz i Kleopatra zgodnie z wątkiem namalowanym przez Tiepolo uznał, iż najlepszą do tej roli będzie słynąca z piękna i angielszczyzny żona byłego ambasadora Wielkiej Brytanii we Francji, Lady Diana Cooper oraz w roli Antoniusza - Baron Alfred de Cabrol. Suknię Lady ściśle opartą na freskach Tiepolo zaprojektował Oliver Messel, perukę natomiast stworzył Stanley Hall. Obydwoje, w balowych strojach niejednokrotnie w trakcie zabawy odzwierciedlali sceny z historycznych malowideł gdzie Antoniusz i Kleopatra przyjmują posłów i dygnitarzy zagranicznych królestw.


powyżej Lady Diana Cooper oraz Baron de Cabrol
poniżej od lewej: Paul Louis Weiller, Madame Mallard, Lady Diana Cooper, 
Baron de Cabrol oraz Madame Hersent








Bankiet Kleopatry,  Giovanni Battista Tiepolo,  Sala balowa 1746 - 1747,
poniżej detal oraz ponownie Lady Diana jako Kleopatra 
sfotografowana przez Cecil'a Beaton











Fête de Fêtes  
i powrót socjety do luksusów po okresie wojny











Chinoiserie
 Wielki kolekcjoner, Arturo Lopez-Willshaw przebrany za cesarza Chin wraz z żoną Patricią
w asyście dworu 
poniżej po lewej w towarzystwie Barona de Redé 





Krótko przed północą rozbrzmiały trąby i goście zostali wprowadzeni do wielkiej sali, gdzie Beistegui w szkarłatnych szatach i długiej zlokowanej peruce powitał ich na 16-centymetrowych koturnach. Szampan, homary, balety, menuety, rumby, samby, Charleston, akrobaci... Na dziedzińcu mieszali się goście z nieznajomymi, którzy zapłacili za darmowy koncert Punch & Judy a jakich Don Carlos częstował napojami ...

- The Big Party, Time Magazin, 17 wrzesień 1951








Daisy Fellowes, pionierka mody i zwolenniczka Elsy Schiaparelli. Ikona i kolekcjonerka biżuterii. Pisarka, poetka i redaktor naczelny francuskiej edycji Harper's Bazaar. Wiele osobistości balu uznało ją za jedną z najbardziej eleganckich gości

powyżej w kolii Tutti Frutti Cartiera
zdjęcie: tu




Orson Welles i Mademoiselle Aimée de Heeren,
 Ruth Orkin Photo tu




Imprezowicze na tle fresku Tiepolo w sali balowej Palazzo



Świat bali odszedł. I choć majątki są dziś te same jeśli nie większe, już nie ten sam smak, który zamienia takie wydarzenia w święto pełne sztuki i kreatywności. Nie sądzę, powiedział Aga Khan w zamyśleniu pod koniec wieczoru, abyśmy kiedykolwiek byli w stanie zobaczyć coś takiego raz jeszcze [The Big Party, Time Magazin, 17 wrzesień 1951]
 
Bale generalnie należały do bardzo popularnej rozrywki wśród legendarnej socjety, do jakich przygotowania wypełniały znaczą część ich czasu, większości przecież niezobowiązanej żadną pracą. Były tematyczne i wymagały adekwatnych kostiumów. Oto kilka z nich:
Bal Biały
Bal Morza, 
Kolonialny Bal
Bal Malarstwa
Bal Króli i Królowych
Bal Prousta
Bal Drugiego Imperium
Orientalny Bal
Bal Goyi
oraz wspomniany, Bal Beistegui uważany za Bal Stulecia. 

Nazwę tę, Le bal du Siècle, zapożyczyła dokumentalna seria śladów życia wielkich patronów, estetów, artystów, którzy wpływali na świat sztuki, kultury oraz mody wczoraj i dziś. Charles de Beistegui był jednym z nich a zarazem bohaterem piątego odcinka. Fragment poniżej, niestety komentarz jest w j. francuskim.















W 1960 r. po udarze Don Carlos udał się do Francji a Palazzo sprzedał włoskiej telewizji publicznej RAI. Zmarł 10 lat później nie pozostawiając testamentu a jego majątek trafił do rąk brata.




Maski i Domina  oraz Pierścień Bauty







Van Cleef & Arpels inspirowany przez pięć legendarnych bali jakie naznaczyły XX w. stworzył kolekcję Haute Joaillerie, Walc Światła. Pięć źródeł inspiracji i 180 klejnotów, których wyrafinowanie oddaje zaczarowane bajki historii. Pierścień Bauty ilustruje Le Bal Oriental i odwołuje do rzędu baut jakie zdobiły Palazzo w trakcie imprezy. Wykonany z białego złota, inkrustowany diamentami, szmaragdami, onyksami i turkusami, posiada jeden, 25.15-karatowy szafir z Sri Lanki, nawiązując całością do tajemnic weneckich wieczorów. 





Time Magazin: The Big Party, 17 wrzesień 1951  tu
Dominick Dunne, Vanity Fair: All That Glittered, sierpień 1998 tu
Irenebrination: Notes on Art, Fashion and Style tu 
The Blue Remembered Hills tu
Cafe Society: Socialites, Patrons, and Artists 1920-1960 tu
Château de Groussay tu
Van Cleef & Arpels, Le bal du Siècle tu oraz tu





sobota, 8 stycznia 2011

Srebrnego balu początek















Tim Walker &
Amalienburg - srebrne rokoko 
François de Cuvilliés







Wspominany już carrus navalis i ozdobna peruka Marii Antoniny. Warto nadmienić, że zawód perukarza w baroku był jednym z najbardziej pożądanych z uwagi na fakt, iż peruka była znakiem przynależności klasowej i to nie tylko ze względu na cenę. Prawo bowiem zabraniało tym "niegodnie" urodzonym posiadania peruki. Dlatego niektórzy, bardziej niepokorni wobec społecznych zakazównierzadko zapuszczali własne włosy tworząc quasi modne upięcia. Oczywiście bez porównania wobec dzieł, jakie opuszczały profesjonalną pracownię. Fenomen. Szczyt fantazji, próżności, dyskomfortu i kpin.



 







 















Pozostałe fotografie, Tim Walker, Lady Gray, Vogue marzec 2010







czwartek, 6 stycznia 2011

Król w cieście




 
Sion i widok na katedrę Notre Dame





Wóz w kształcie okrętu czyli carrus navalis jest etymologicznym zwiastunem karnawału.  Za chwil parę godnie zaprezentuje go na swej peruce sama Maria Antonina a to dlatego, iż wedle starożytnej tradycji wóz taki przewodził zazwyczaj paradom i przebierańcom jacy w Rzymie zmysły swe oddawali Bachusowi, w Grecji zaś Dionizosowi. Kto zatem jak nie królowa godniej poprowadzi styczniowy korowód, obnosząc się ze swą orgiastyczną skłonnością wobec wszelkich budżetów, a przy okazji prezentując pomysłowość barokowych perukarzy. W obydwu przypadkach upojna impreza i gloria hedonizmu, dla bardziej powściągliwych zaś jest jeszcze wersja light i łacińskie carnavale (pożegnanie mięsa, carne-mięso, vale-bywaj, żegnaj), zapowiadające okres jaki poprzedzał Wielki Post. 
Arlecchino i Pulcinea coraz śmielej podążają w stronę Placu św. Marka i coraz śmielej z cienia wychodzą inne maski zwolnione na ten czas z norm i zakazów, by dawać przez kolejne tygodnie upust swym upodobaniom, lękom, a nierzadko i swoim frustracjom jak to było w szczycie weneckiego święta, gdy średniowieczny plebs stawał za maską panów, panowie zaś zamiennie przyjmowali maski motłochu. Zbiorowa terapia i metafora życia - maska: jedno ujawnia, a skrywa drugie, od stuleci niezmiennie. Na czas tej wolności w byciu sobą i całkowitym  sobie odpuszczeniu, nie tylko tańce, ognie zimne i ciepłe, spektakle do białego rana i mocne z Kimbo espresso ale także - jeśli nie przede wszystkim - uczty. Lane smażone ciasto to włoski przysmak jaki o tej porze znajdziemy w każdym regionie, jeśli nie u domowników to na straganach tyle, że  pod różnymi nazwami: galani (najbliższy naszym faworkom), bugie, cenci, rappe czy castognole albo struffoli. Nie ważna etykieta, ważny skład i to on decyduje o tradycji.
Za chrustem jednak nie przepadam, ani też za rozpasanym tłumem pomimo całego estetyzmu miejsc i designerskich parad, więc dyskretnie wymykam się tam, gdzie jeszcze subtelnie i cisza bo show zacznie się tu dopiero w lutym - na północ w stronę Alp. Średniowieczne Sion właśnie wypełnia słodki zapach migdałów i wanilii, jakie od dwóch dni szykują gospodarze i okoliczni cukiernicy, wypiekając drożdżowe bułeczki zwane Gateau des Rois, czyli ciasto Trzech Króli lub zwyczajnie brioche.  Uszlachetnione regionalną bakalią, konfiturą oraz szwajcarskim zamiłowaniem do natury i tradycji, pakowane ozdobnie z dołączoną koroną w kolorze gold to poza wypadowym gateau z cytrynową masą cudny memoriał polodowcowego Valais. Sklejone w kilka płatków drożdżowe kwiaty lądują tego dnia na stołach Szwajcarii, by następnie wyłonić spośród zbieraczy koron zwycięzce i szczęściarza, jaki zainauguruje na swym podwórku karnawałowy czas. Wystarczy znaleźć ukrytą w cieście figurkę króla, nie złamać sobie zęba i obdarzyć resztę szczerym uśmiechem, po czym unieść papierowe złoto na już upojonej nieco głowie i zadeklarować tutejszym zwyczajem rewanż kolejnego królewskiego przyjęcia za rok.




Para Słońca i Księżyca tym razem otwiera karnawał w Saxon, Valais 
(Szwajcaria)









...i imponująca dolina.
W stronę Martigny i słodkich zapachów













czwartek, 30 grudnia 2010

2011. Harmonia liczb.



 Pietro Falca, Plac Ridotto w Wenecji, 1750


Czas masek bauty i moretty tuż, tuż, choć niektórzy już ryzykują  w Boże Narodzenie by jednak zniknąć za chwilę i wtopić się za przypadkową latarnią w połę ciemnego płaszcza niewiadomej ulicy. "Nie oglądaj się teraz" powraca kadrami kilka scen z filmu ... i ten czerwony płaszczyk, brrr... Wracam na plac. Nim świat ożyje na nowo i na kolejną chwilę, Wenecja zasypia w mgłach i wilgoci. Zasnuwa się woalem ciszy jaka w domysłach składa fabuły za odspojoną farbą zamkniętych persjan.  W pałacach spokój. Pustka nawet w Café Florian ale i tu trójgraniasty kapelusz na barze zdradza, że to tylko scenografia i już za chwilę Włochy spłyną falą Spumante w impresji ostrych kolorów, a dźwięki zabaw uwolnią z iluzji 'Pomiędzy'. Cofnie się czas i odskoczy w teatr wyobraźni jak z onirycznych montaży a czasem nawet z obrazów samego mistrza Belliniego. No tak, ale nasze gotyckie niebo w paryskim błękicie zasypane gromadą gwiazd lśni na placu mimo wszystko. W uskrzydlonym złocie św. Marek heraldycznie wznosi się nad kanałem jako słońce miasta. Cóż, tylko ono musi wystarczyć nim twarz pokryję drogocennym makijażem z motyli i fantastycznych roślin by pomknąć w trans postaci niczym w commedia dell'arte.
Składam liczby na serwetce pierwszej połowy Nowego Roku i drugiej. 2-2.  Równowagę przyjmuje za siłę dominującą kolejnej daty a sumę za to, co zyskuje 'kształt', za to co mocne i odradza się w Ziemi. Mater Prima ze słońcem w zenicie. I oby działało.










Cafe Florian. Lunarnie jeszcze, sennie i cicho...









poniedziałek, 20 grudnia 2010

Zimowe sny


Na satynowym bileciku czytam:



Witaj, piszę ponieważ drogi zasypał śnieg i porobiły się straszne korki. 
Będę na pewno, nie martw się, a do czasu mego przybycia baw się dobrze 
i dbaj o siebie   ~   Spełnienie
 


 Tim Walker, Stairway






 Alicja w krainie ARTE






 62201




 
 62004




 62104




















52035




 52020


 
 52016




Urocza kampania i tapety ARTE z kolekcji Metall X Glass  fantastycznie nawiązujące do kultowego adamaszku

strona: tu













Dziadek do orzechów
 i JAB Grandenza 2010 - Ambient





strona: tu