Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wersal. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wersal. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 8 października 2012

Polidori. Ucieczki w czasie.








 Co znaczy odrestaurować coś? To znaczy sprawić by coś starego stało się na powrót nowym. To czasowy paradoks, zwłaszcza w takim miejscu jak Wersal gdzie wiele się zmieniało. (...) Więc kiedy wybierasz jakiś pokój by go odrestaurować tak, jak to było w danej epoce, okres jaki wybierasz opiera się na twoim współczesnym postrzeganiu świata. Bo to, czego szukamy w tych muzeach podczas odnowy to historyczny rewizjonizm i społeczne superego, co dana społeczność myśli o sobie i jak jest przez to postrzegana. To eksterioryzacja życia duszy lub osobistej wartości.
– Robert Polidori






 




 







W temacie The Impossible Wardrobe przypomniałam sobie o innym teatrze. O starych inspiracjach i człowieku, który w bardziej monumentalnych kadrach wiedzie natychmiast w stronę "scenografii" Massimo Listri, przy czym ten wydaje się mniej zaangażowany w komentarz a bardziej w atmosferę. Polidori, bo o nim mowa, przez 20 lat dokumentując Pałac w Wersalu (i nie tylko, bo dorobek ma znacznie większy) był zarówno świadkiem prac restauratorskich, a wchodząc niemal pod skórę stał się nieświadomie encyklopedystą jego genius loci. Psychologiem, rzec by można, analitykiem nim wyłonił się z tego potężny zbiór artystycznych, monodramatycznych w większości kadrów, którymi obnażył przy okazji te same motywy jakie kierowały kiedyś Ludwikiem XIV, XV, XVI a dla jakich muzealnicy i konserwatorzy stale podejmują morderczą walkę z czasem: wpływy. Dzięki nim "teatr pamięci" trwa gdzie każdy pokój, każda sala to scena sama w sobie, a każdy portret to bohater. To, ile jesteśmy w stanie ich umieścić na ścianach,  jak swobodnie dorzuca Polidori, decyduje o tym, czy będziemy mogli podtrzymać superego w znaczeniu jungowskim. No tak, bo w zasadzie czym byłyby 'stare' domy bez ich galerii portretów jak nie bezimienną amfiladą przejść?
To chyba zmienia perspektywę kolejnej wizyty.








Peter Greenaway, Baby of Macon
fot. Marc Guillaumot




fotografie: Robert Polidori
“Parcours Museologique Revisited” tu




niedziela, 29 lipca 2012

Paryska SKMka



 




Sala Luster, Galeria Bitew, polichromie i ogrody Trianon, Biblioteka Ludwika XVI, koronacja Karola X i wiele innych tematów z wersalskiego Pałacu poszerza od maja źrenice podróżującym miejskimi liniami na trasie Paryż-Wersal. Bo kto by nie chciał podróżować w takiej atmosferze? Intro z pewnością oddaje siłę miejsca, resztę proszę sobie dopowiedzieć, albo przemilczeć.
 


 




 




 





Temat zaś przenosząc na rodzimy grunt i wizualizując wagony 3miejskiej SKMki nie wątpię, że w czołówce znalazłby się oczywiście Sąd Ostateczny Memlinga, może Strop Sali Czerwonej z Gdańskiego Ratusza, Piec czy w ogóle wnętrza Dworu Artusa, Kamienica Złota z detalami swej inspirującej fasady... Zegar Astronomiczny z Bazyliki Mariackiej... może kilka detali z przedproży uliczki Mariackiej? Można wizualizować dalej...




 

 






sobota, 7 lipca 2012

World art & life

Viva l'opéra!




Marylin, 2011





 Lilicoptère, 2012 ze strusich piór, kryształów Swarovskiego, wewnątrz barwiona skóra 
oraz dywany z Arraiolos... jednym słowem: SHOW.




Pałac wersalski jest par excellence 
miejscem  sztuki, gdzie artyści zawsze czuli się jak w domu, pokazując swoje prace nie w przestrzeni wystawienniczej, ale w scenerii  totalnie  nasyconej sztuką. Jest to pełne i bogate miejsce gdzie wydaje się, że nic już nie można dodać. To idealna oprawa do zuchwałej celebracji, eksperymentów i wolności gdzie twórczy talent jest doceniany tak, jak w żadnym innym miejscu.
Moja praca rozwinęła się wokół idei świata, który jest operą, a Wersal ucieleśnia operowy i estetyczny ideał, jaki mnie inspiruje. Dzieła, które proponuję żyją dla tego miejsca. Widzę je połączone z nim w ponadczasowy sposób. Kiedy przechadzam się po pałacowych ogrodach i pokojach czuję energię otoczenia jaka działa pomiędzy rzeczywistością a snami, codziennością a magią, świętem a tragedią. Wciąż słyszę echo kroków Marii Antoniny, muzykę i świąteczną atmosferę okazałych sal. Jak wyglądałoby życie Wersalu gdyby ten bujny i wspaniały wszechświat został przeniesiony do naszych czasów?
Interpretując mitologię Wersalu, przenosząc ją do świata współczesnego i przywołując obecność ważnych, kobiecych postaci, które tu mieszkały jednocześnie opierając się o swoją tożsamość i doświadczenia jako portugalskiej kobiety urodzonej we Francji, będzie to z pewnością fascynujące wyzwanie w mojej karierze.







Golden Valkyrie, 2012






Royal Valkyrie, 2012



Tak swoją wystawę zapowiadała na stałe mieszkająca w Lizbonie,  Joana Vasconcelos. Pierwsza kobieta, której prace po Jeff'ie Koons, Xavierze Veilhan oraz Takashi Murakamim pojawiły się  w salach Wersalu. Można je tam podziwiać do 30 sierpnia i z pewnością nie będzie to doświadczenie kolejnych, sławnych już dysonansów z jakich w ostatnich sezonach słynął dom Ludwika XIV. Dysonansów zwanych inaczej kontrowersjami.






Flower Matango, Takashi Murakami 2001-2006
Wystawa w Pałacu Wersalskim, lato-zima 2010

fot. cedric delsaux


więcej o tej wystawie pisałam w WA&L tu





poniedziałek, 19 grudnia 2011

LE ROI SOLEIL









Nie ukrywam, że ze wszystkich świątecznych symboli to chyba złote Słońce działa na mnie najbardziej i wiedzie natychmiast w nastroje barokowych oper, weneckiej commedia dell'arte i złoty karnawał. Tak, biało-złote implikacje, gdzie bielą ze Słońcem dzieli się Księżyc. Dualizm, do jakiego chyba już zawsze wracać będę o tej porze przez wzgląd na jej ikonografię i całą w tych kolorach skrytą moc oraz tajemnicę podziałów.

SOLARNY-ZŁOTY-MĘSKI-AKTYWNY-SILNY-DOMINUJĄCY-OGNISTY.
CYWILIZACJA. IMPERIUM. KRÓL

Słońce jako dawca światła, często było kojarzone z okiem i widzeniem, a co za tym idzie bogowie solarni zostali utożsamieni z wszechwiedzą, prawem, porządkiem. Takie funkcje przypisywano m.in. Heliosowi i Mitrze, którego połączenie z Solem (rzymskie Słońce) za czasów Aureliana doprowadziło do pojawienia się nowego kultu, Sol Invictus (Słońca Niezwyciężonego). To właśnie jego narodziny wg. tradycji świąt rzymskich przypadają na 25 grudnia, dzień przesilenia zimowego, który został przejęty jako dzień narodzin Jezusa z chwilą, gdy mitraizm zaczął stanowić zbyt dużą konkurencję dla wczesnego chrześcijaństwa jakie w IV w. stawało się religią państwową.
Helios, Apollo, Mitra, Jezus... i złoty rydwan jaki każdego dnia wznosi się na nieboskłonie przewożąc słońce.



Moc 
Przyjemność
Blask

LE ROI DANSE
 Grand Ballet




Ludwik XIV w stroju Apollina tańczy Le Ballet de la Nuit,
Henri de Gissey, 1653






Kiedy Ludwik XIV został koronowany, jego zainteresowanie tańcem trwało niezmiennie od lat by nie powiedzieć, ze się nasiliło. Młody król podejmował próby stworzenia baletu już jako chłopiec, ale dopiero jako nastolatek, w 1653 r. dokonał swego najbardziej pamiętnego pokazu jako tancerz w Le Ballet de la Nuit. 
Spektakl składał się z czterech aktów, odpowiadającym czterem częściom tarczy zegara:
I. od 18.00-21.00
II. 21.00-24.00
III. 24.00-3.00
IV. 3.00-6.00
To właśnie na trzy godziny do świtu, w Części IV wśród dialogu Uśpienia i Ciszy, po czterech demonach Ognia, Powietrza, Wody oraz Ziemi i po czterech ludzkich temperamentach: choleryka, sangwinika, flegmatyka, melancholika... po marzeniach każdego z nich... ma miejsce to ostatnie, dziesiąte wejście, kiedy to pojawia się nowy bóg, Apollo-Król. Fantazyjnie odziany, w złocie i promieniach, w asyście personifikacji Honoru, Zwycięstwa, Wartości i Sławy, wschodzi zapowiadając Nowy Dzień.
Upodobawszy sobie ten mit, Ludwik zwany był odtąd Królem Słońce.










Celebracja Życia i Światła
Ludwik XIV Słońce, 1661









Le roi gouverne par lui-même/Król rządzi sam,


Charles Le Brun, 1680





 






1sze zdjęcie: kadr z filmu Le Roi Danse/Król tańczy, reż. Gérard Corbiau, 2000,
ostatnie: detal złotej bramy (Wersal) z symbolami Burbonów (lilia), "ręka sprawiedliwości" (regalia monarchów francuskich) oraz słońce symbol Ludwika XIV Burbona






środa, 5 października 2011

Barok




Wersal, Sala luster, fragment sklepienia




Handel: Let the bright Seraphim

poniedziałek, 21 marca 2011

World art & life


 
SZTUKA ŚNIENIA











 Alexander McQueen





Dziecinna destrukcja ma w sobie coś specyficznego, jak stwierdziła M. podczas ostatniej rozmowy w kontekście Murakamiego i baloników, niekoniecznie tych Jeff'a Koons'a. Stale się bowiem wahałam. Uznała, że nie ma w niej agresji, to takie niszczenie na wzór Siwy w tańcu, w upojeniu zabawą. Niewinne, słodkie, kolorowe baloniki. Figury. Mangi. Znoszą to, co okryte całunem szacunku wobec tradycji. Niszczą absurdem, zaburzają, ośmieszają, oczyszczają ze starości miejsca. Odmładzają może nawet. Ile wolności jest w takiej perspektywie? - myślę sobie. Dużo. Zwolnieni z obłędu stale tych samych ról, myślenia, schematów, manier, powtarzalności wszelkiej możemy "zagrać" siebie. Bez zbędnego balastu historii, powieleń, przylepek i odbić. Siebie. Wyłączność, która okazuje się SZTUKĄ.






Xavier Veilhan, Pałac w Wersalu, 2009








wtorek, 15 lutego 2011

Maria




Zanim Murakami dotarł do Wersalu, pierwsza od niego była tam Krysia Dunst wcielona wątpliwie w Marię Antoninę. Chwil potem kilka gdy Japończyk przygotowywał swój przedostatni projekt w ramach Pop Art: Life in the Material World dla Tate Modern w Londynie, jego cześcią uczynił klip gdzie tym razem Krysia staje się bardziej wyzwolona niż Marysia i przebrana za rodzaj japońskiej anime superbohaterki śpiewa dawny przebój The Vapors, Turning Japanese. Zapewne większość teledysk widziała, ci zaś którzy nie mieli okazji a mają ochotę mogą zobaczyć go tu.

Kończąc dysonanse, poniżej już wizja Annie Leibovitz w nawiązaniu do filmu Sophie Coppoli.







Kiedy zdobyto bastylię, 14 czerwca 1789 r., królowa była w ogrodzie 
a Ludwik polował... 



powyżej Kristen Dunst na schodach tysiąca stopni prowadzących do oranżerii wchodzi w sukni Diora wykonanej przez Galliano z czarnej aluminiowej folii pokrytej organzą




zdjęcie: Vogue







poniedziałek, 14 lutego 2011

World art & life

SZATY KRÓLA






Z jedwabnego szlaku skaczemy do Wersalu. Osobliwie, ale nie bez powiązań, choć to właśnie 'skojarzenie' ostatniego lata wzbiło się niczym tsunami nad Paryżem i doszło falą nawet do samej Japonii. Manga, kontrowersyjny hit  Château ostatniego sezonu. I choć już w zasadzie po wszystkim (12 grudnia był oficjalny koniec wystawy), niesmak pozostał. Sam autor, Takashi Murakami, był zarówno próbą powtórzenia sukcesu wcześniejszych dwóch edycji jak i, jeśli nie przede wszytkim, kontynuacją 'otwartości' Wersalu na światową sztukę w myśl idei Ludwika XIV. Króla, co Francję wzniósł i uczynił z niej jedyny ówcześnie w świecie salon sztuk, manier i mody, sam czynnie kreując, ot chociażby balet i sam czynnie wspierając sproszonych na dwór licznych artystów. Le Roi danse, Le Roi Soleil.









Okey, ale co wspólnego ma japońska, akrylowa manga z Ludwikiem?  I czemu więcej niż z  Lascaux, z Pompejami czy Doliną Królów? No i w ogóle - manga. ? Wydaje się, że na tym etapie najmniej już chodzi o komunikacje przeszłości z teraźniejszością (jakikolwiek poziom zależności sobie obierzemy), pomimo całej ikonografii każdej z prezentowanych rzeźb i sporej popularności mangi we Francji. Najwyraźniej przeinterpretowano kulturowe związki w zakresie już nie tylko królewskiej idei, co samej sztuki wykluczając zasadniczy dla Europy czynnik: autentyczne emocje, pasję, namiętność. Pomimo wszelkiej fascynacji Zachodem, zdaje się to być niedoścignionym dla przeciętnego Japończyka atrybutem sztuki jeśli w ogóle nie całej naszej kultury tak masowo naśladowanej, stąd może nie tyle owo ekstremalne faux pa, co ogólnie artystyczny dysonans. Samą kontrowersję uznać można raczej za skutek uboczny choć nie wykluczone, że dobrze zapoznany i obyty z Zachodem Murakami świadomie z niej korzysta.  Nie wiem. Tak czy siak opinia publiczna mimo głosów "za" sponiewierała pomysł, choć nie zdołała mimo protestów (nawet oficjalnych ze strony Japończyków) zapobiec wystawie. Sami potomkowie króla, w tym książę Charles-Emmanuel de Bourbon-Parme nie kryli, delikatnie mówiąc, dyskomfortu i jako dziedzice przeszłości, genetyczni spadkobiercy owej 'otwartości' w prostej linii jawnie zbanowali ofertę Japończyka. Duch i historia kontra beznamiętność. Lepiej nie wiedzieć, co na to sam Ludwik Słońce XIV, choć ciekawostką byłoby gdyby sprowadzony na jego dwór Jean Baptiste Lully okazał się wówczas tym, kim dziś dla opinii Murakami...  Lully a może bardziej naśmiewczy Molier...?  No tak, ale czy dziś słuchając pierwszego, a czytając drugiego mamy poczucie absurdu?  :)

















Takashi Murakami